„Cud na Piątej Alei” to trzecia część z cyklu Pozdrowienia z
Nowego Jorku, czyli historii trzech przyjaciółek, które walczą o swoje życie
mimo wszelkich przeciwności, jakie spotykają.
Tym razem bohaterką jest ostatnia
z tej trójki, czyli Eva. Słodka, wesoła i totalnie romantyczna dziewczyna
kochająca szczęśliwe zakończenia i pyszne przepisy kulinarne swojej babci.
Uwielbia też święta, choć w tym roku niespecjalnie ma na nie ochotę. Powodem
tej niechęci jest smutek po stracie ukochanej opiekunki. A mimo to podejmuje
się zlecenia, które polega na udekorowaniu mieszkania sławnego pisarza
kryminałów.
Klimatyczna
kontynuacja serii
Wzięłam się na kolejną powieść Sary Morgan nie bez
przyczyny. Czytałam już dwa jej poprzednie tytuły z tej serii i byłam nimi zachwycona.
Lekkie, pozytywne historie pełne emocji. Odpowiada mi styl autorki, jej
postrzeganie relacji damsko-męskich i podejścia do miłości, które odbija się w
każdej napisanej przez nią książce.
Wątkiem głównym tutaj jest zderzenie dwóch charakterów, bowiem Eva i Lucas są wobec siebie jak ogień i woda. Nie do końca tylko wiem, kto ma być tą łagodniejszą wersją, bo choć dziewczyna jest milusia jak pluszak, z którym spałam w dzieciństwie, to potrafi pokazać pazur godny największego tygrysa. On w pozie totalnego realisty, raczej pesymisty. Ona bezkompromisowa romantyczka, wszędzie wypatrująca słodkich, różowych serduszek, bez zrozumienia dla jego pesymistycznego podejścia.
Bohaterowie znani i
nieznani?
Eva jest cudna. Lubię ją w zasadzie od początku choćby za
jej optymizm, romantyczne podejście do życia i przekonanie, że miłość może góry
przenosić! W trakcie lektury tej części wiele razy odnosiłam wrażenie, że ta
dziewczyna jest po części moim książkowym odpowiednikiem, choć ja wiem, że
istnieją nieudane związki i nie jest to dla mnie powód do utraty romantyzmu.
Eva takie załamanie w swej naiwności przeżywa. Dlaczego? Nie wiem do dziś i
uznaję to za lekkie nieporozumienie w powieści, którym nie należy się
przejmować.
Lucas to gbur, jakich mało. Nie jest złym człowiekiem, tylko
stara się schować we własnym pancerzu i postawić przy nim tabliczkę „uwaga,
wściekły pisarz”. Sama nie wiem czy kocha swoich fanów, czy po prostu toleruje,
lecz zbliżam się ku tej drugiej opcji. Kocha swoja babcię, ale najlepiej na
odległość. Zdecydowanie nie chce pozwolić, by ktoś mu w jego na pozór
poukładanym życiu namieszał. Niestety dla mnie nie jest pociągający i choć
czułam chemię między bohaterami tak jak w romansach należy, to ja bym na tego
gościa nie poleciała.
Czy coś mi się tu nie
podobało?
Przede wszystkim obrzydliwe wstawki z rozmyślań pisarza
kryminałów. Niestety szukanie w każdej sytuacji motywów zbrodni czy sposobów
jej wykonania nie jest dla mnie najlepszym pomysłem. Gdy już sobie znalazł swój
pomysł na fabułę i poukładał co nieco w tej głowie, autorka też pozwoliła mi
odetchnąć.
Zdarzały się momenty, gdy chciałam przewinąć dwie kartki
dalej, bo niestety akcja zwolniła do tego stopnia, że gdyby to był film,
poszłabym zrobić sobie w tym czasie herbatę. Nie było ich na szczęście wiele,
ale choćby początek, gdy Eva zdaje sobie sprawę, że mieszkanie nie jest puste,
a do Lukasa dociera obecność nieproszonego gościa, jest zbyt przeciągany.
Okładka zupełnie nie oddaje klimatu, jaki panuje w powieści.
Dlaczego nie mogła być bardziej podobna do oryginalnej? I niestety odstaje w
swoim stylu od poprzednich części, które szły typowo w rysunek miasta bez
żadnych ludzi, a tu mamy po prostu fotografię z udziałem odwróconej kobiety.
Czyli w zasadzie wszystko na odwrót.
Ulubiona scena?
Zdecydowanie wpadka z butelką wartą krocie! To, jak Eva się
do niej przyssała, jak Lucas na to zareagował, a przede wszystkim to, jak
genialnie jej to później jeszcze wypomniał. Brawa za ten pomysł dla autorki!
My się rozumiemy!
Trzy książki, trzy przyjaciółki. Poznałyśmy je na
Manhattanie, minąwszy Central Park, żegnamy na Piątej Alei. Z pewnością seria
ta pozwoliła mi poznać autorkę książek romantycznych, która wybitnie wpasowuje
się w mój gust. Nie lubi „krwi i flaków”, do swych powieści wplata optymizm,
którego tak bardzo czasem mi brak.
Jej książki są kobiece- delikatne, wzruszające i słodkie.
Pozwalają uwierzyć, że życie może być piękne, że wszystko się dobrze ułoży, że
szklanka jest do połowy pełna. A nawet jeśli jest pusta, to dobrze, bo jest
lżejsza i wygodniej się ją niesie.
Wątek romantyczny: 4/5
Główna bohaterka: 5/5
Główny bohater: 3/5
Ilość pikantnych scen: wyważona
Rozwój sytuacji: iskry sypią się już od początku, jednak trzeba uzbroić się w cierpliwość
Główna bohaterka: 5/5
Główny bohater: 3/5
Ilość pikantnych scen: wyważona
Rozwój sytuacji: iskry sypią się już od początku, jednak trzeba uzbroić się w cierpliwość
Dialogi: naturalne, żywe i lekkie, czasem przynudnawe
Zakończenie: 6/5
Zakończenie: 6/5
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz jest formą rozmowy i motywuje mnie do dalszego szukania najlepszych wątków romantycznych.
Daj znać, że jesteś :-)
Jeśli chcesz porozmawiać prywatnie, napisz: watki-romantyczne@wp.pl