Jeszcze raz to kolejna polska komedia romantyczna, która
przypadła mi do gustu w taki specyficzny sposób. I nie chodzi tu logikę filmu,
bo tą scenariusz w wielu momentach nie grzeszy, ale oczywiście o wątek romantyczny.
Ale o co chodzi?
Kasia wybiera się nad morze. Przypadkowo poznany chłopak
proponuje jej powiezienie swoim autem, bo też się tam wybiera. Samotna matka
dziewczyny w tym samym czasie wybiera się w podróż w góry. Obie kobiety nie
wiedzą, że te podróże zmienią ich życie miłosne i to z dodatkiem niespodzianek.
Kasia jest typową grzeczną dziewczynką z burzą rudych włosów
na głowie. Paweł to typowy podrywacz, miłośnik dobrej zabawy i dusza
towarzystwa. Natomiast w miarę kolejnych scen odnosiłam coraz większe wrażenie,
że pod maską ironii i cynizmu kryje się inteligentny, rozważny i przede
wszystkim odpowiedzialny fajny facet. Czy na pewno?
Kasia poznaje nad morzem innego chłopaka, z którego zupełnie
bez pardonu wyśmiewa się cała ekipa Pawła. Ona jedna, ich dwóch.
W tym samym czasie jej matka w górach spędza czas z Michałem.
Gdy pojawia się konkurent mający zabrać kobietę do Bratysławy, Michał wyraźnie się
irytuje i smutnieje. I znów mamy sytuację, w której ona jest jedna, a ich
dwóch.
Jak potoczą się losy matki i córki ze spotkanymi
mężczyznami, to już kwestia obejrzenia filmu.
Na co narzekam?
Ja zwracam uwagę na ten film, bo trafił w mój romantyczny gust.
Jeśli przypatrzeć się szczegółom, nie jest to film z najwyższe półki. Zdecydowanie
brakuje logiki w pewnych scenach, większość rozmów telefonicznych jest jakaś
kosmiczna, bo za Chiny nie wiedziałam o co w niektórych chodzi o po co
bohaterowie łapią w danym momencie za telefon. Lekcje windsurfingu, które miały
być celem podróży Kasi nad morze, to też jedno wielkie nieporozumienie, jak dla
mnie.
W dodatku dziewczyna praktycznie z tej samej ekipy jawnie dobierająca się do towarzysza drugiej dziewczyny? Hej, są jakieś granice przyzwoitości? Rozumiem, że nie są przyjaciółkami, ale skoro obracają się przez cały wyjazd w jednej grupie, to chyba również obowiązują je jakieś koleżeńskie zasady.
Na co patrzę
wzruszona?
Ale powolny rozwój sytuacji, romantyzm zwłaszcza wśród męskiej
części bohaterów i to, czym urzekają swoje panie, jest zniewalająco uroczy. Są
takie momenty, które obejrzałam kilka razy, bo bardzo mi się podobały, a iskry między bohaterami przeskakiwały z miłą poświatą.
Cechy
charakteru, jakie z czasem wychodzą z bohaterów również trafiają idealnie w mój gust. Pojawia się również to specjalne, urocze, romantyczne spojrzenie w męskich oczach, a momenty troski i to nie takiej, która jest pozorowana, by zaciągnąć dziewczynę do łóżka, tylko takiej faktycznej troski, fajnie rekompensują głupsze sceny.
Przyjemnym zabiegiem jest też porównywanie młodzieńczego uczucia z tym dojrzałym. Przeplatanie wyjazdu matki, z wyjazdem córki, a przeciwstawienie sytuacji do tego stopnia skontrastowane, że nawet miejsca są tak różne. Matka w górach, córka nad morzem.
Najgorsza scena?
Nie ma nic wspólnego z romantycznym aspektem filmu. To chwila, gdy w telewizji zostaje podany komunikat o zaginionym ratowniku TOPR. Mocna akcja, nawoływanie ludzi do rozwagi i ostrożności w trakcie górskich spacerów, naprawdę rozumiem i popieram. Ale gdy bohaterka jedzie na miejsce akcji, by przekonać się czy jej ukochany żyje, została rozegrana w tak dziwny, pozbawiony spójności sensu, że oglądam ją i nic nie rozumiem!
Ulubiona scena?
Moja ulubiona scena to ta, w której Paweł podchodzi na
dyskotece do Kasi i prosi o jeszcze jedną szansę, by spróbowali się
zaprzyjaźnić. Wrażliwość, jaka z niego wtedy emanuje, stopiłaby mnie w sekundę.
Oczywiście później się pierdzieli wszystko, ale pamiętajmy, że to tylko film.
Życie nie jest idealne,
więc fajnie choć na ekranie popatrzeć w te ideały 😉
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz jest formą rozmowy i motywuje mnie do dalszego szukania najlepszych wątków romantycznych.
Daj znać, że jesteś :-)
Jeśli chcesz porozmawiać prywatnie, napisz: watki-romantyczne@wp.pl